Utrzymanie strony internetowej. Co dzieje się ze stroną po jej uruchomieniu i ile to kosztuje?

Strona jest gotowa. Wszystko działa. Formularz wysyła wiadomości, numer telefonu można kliknąć, oferta się zgadza, a w Google zaczynają pojawiać się pierwsze podstrony. Można więc zapłacić ostatnią fakturę i uznać, że temat strony internetowej mamy z głowy na następnych kilka lat?

IMG 6810

Można. Podobnie jak można kupić samochód i uznać, że skoro dzisiaj wszystko działa, nie będzie potrzebował przeglądów, wymiany oleju ani nowych opon. Przez jakiś czas prawdopodobnie nic złego się nie wydarzy. Tylko że samochód w tym czasie jeździ, zużywa się i pracuje w zmieniających się warunkach. Ze stroną internetową jest podobnie.

I właśnie dlatego wykonanie strony internetowej oraz jej późniejsze utrzymanie to dwie różne rzeczy.

Co właściwie oznacza utrzymanie strony internetowej?

Utrzymanie strony internetowej to dbanie o to, żeby po jej uruchomieniu nadal była sprawna, bezpieczna, aktualna i przydatna dla klientów. Nie chodzi więc wyłącznie o opłacenie domeny i hostingu. One są potrzebne, żeby strona miała swój adres i miejsce na serwerze, ale nie zajmują się tym, co dzieje się z nią później.

W praktyce są tu trzy obszary, o które trzeba zadbać. Pierwszy to sprawne działanie strony. Drugi to aktualność znajdujących się na niej informacji. Trzeci to rozwój, dzięki któremu strona może zmieniać się razem z firmą i potrzebami jej klientów. Wszystkie są ważne, bo strona może być technicznie sprawna, a jednocześnie przestać spełniać swoją funkcję biznesową.

To trochę jak ze sklepem, w którym świeci światło, drzwi się otwierają i terminal działa, ale połowa cen jest nieaktualna, a na półkach brakuje produktów, które firma od dawna sprzedaje. Technicznie sklep jest otwarty. Tylko trudno powiedzieć, że wszystko jest z nim w porządku.

Czy po wykonaniu strony trzeba się nią zajmować?

Tak, chociaż nie każda strona wymaga takiej samej ilości pracy. Prosta witryna lokalnego usługodawcy ma inne potrzeby niż sklep internetowy, system rezerwacji albo rozbudowana strona firmy mającej kilkadziesiąt podstron. Nie oznacza to również, że ktoś musi codziennie zaglądać do panelu administracyjnego i szukać czegoś do zrobienia.

Problem polega na tym, że internet wokół strony cały czas się zmienia. Pojawiają się nowe wersje WordPressa, motywów i wtyczek. Zmienia się oprogramowanie na serwerach, przeglądarki internetowe i urządzenia, na których klienci oglądają witrynę. W oprogramowaniu wykrywane są błędy oraz problemy związane z bezpieczeństwem. To, że wszystkie elementy dobrze ze sobą współpracują dzisiaj, nie oznacza jeszcze, że można o nich zapomnieć na następne pięć lat.

W tym samym czasie zmienia się sama firma. Pojawiają się nowe usługi, realizacje, zdjęcia i ludzie. Zmieniają się ceny, godziny otwarcia albo obszar działania. Klienci zaczynają zadawać inne pytania, a właściciel po kilku latach działalności często potrafi znacznie lepiej opowiedzieć o swojej ofercie niż w dniu, w którym powstawała strona.

Dlatego zamiast pytać, czy po uruchomieniu strony trzeba coś przy niej robić, lepiej zadać inne pytanie: kto będzie tego pilnował?

Co obejmuje opieka nad stroną WWW?

Właściciel firmy nie musi wiedzieć, czym jest PHP, baza danych, cache czy cron. Tak samo jak nie musi wiedzieć, w jaki sposób sterownik silnika dobiera dawkę paliwa, żeby korzystać z samochodu. Jeżeli coś ma dla niego znaczenie, to nie nazwa technologii, ale efekt jej działania.

Dlatego z punktu widzenia właściciela firmy opiekę nad stroną można sprowadzić do kilku bardzo konkretnych pytań. Czy strona się otwiera i działa prawidłowo? Czy klient może bez problemu znaleźć ofertę i skontaktować się z firmą? Czy formularze rzeczywiście dostarczają wiadomości? Czy strona dobrze działa na telefonie? Czy znajdujące się na niej informacje są aktualne? Czy istnieje sprawna kopia zapasowa, z której można ją odtworzyć? Czy jest odpowiednio zabezpieczona? Czy Google może prawidłowo odczytywać jej zawartość?

Dopiero pod tymi pytaniami znajduje się cała technika. Dlatego dobra opieka nad stroną internetową nie powinna polegać na zasypywaniu przedsiębiorcy informacjami o kolejnych wersjach wtyczek. Właściciel firmy ma swój biznes do prowadzenia. Powinien wiedzieć, że ktoś pilnuje strony i że jeśli pojawi się problem, jest człowiek, do którego może zadzwonić.

Po co aktualizować WordPressa?

WordPress, motyw oraz wykorzystywane na stronie wtyczki są oprogramowaniem. Ich twórcy rozwijają je, poprawiają błędy, usuwają wykryte problemy z bezpieczeństwem i dostosowują do zmian zachodzących w pozostałych elementach środowiska. Dlatego komunikat o dostępnej aktualizacji nie oznacza, że ze stroną stało się coś złego. To normalna część jej funkcjonowania.

Nie oznacza to jednak, że opieka nad stroną polega na wejściu raz na kilka miesięcy do panelu WordPressa, zaznaczeniu wszystkiego i kliknięciu „Aktualizuj”. Strona składa się z elementów, które muszą ze sobą współpracować. Aktualizacja jednego z nich może czasami wpłynąć na działanie innego, dlatego przed większymi zmianami dobrze mieć aktualną kopię zapasową, a po ich wykonaniu sprawdzić najważniejsze części witryny.

Warto wtedy zajrzeć na stronę główną i najważniejsze podstrony, sprawdzić menu, formularze, przyciski prowadzące do kontaktu oraz wygląd strony na telefonie. Nie po to aktualizujemy stronę, żeby przy wszystkich pozycjach w panelu pojawiły się zielone kontrolki. Aktualizujemy ją po to, żeby nadal prawidłowo wykonywała swoją pracę.

Kopia zapasowa strony. Czy hosting nie robi jej automatycznie?

Często robi. I bardzo dobrze. Tylko samo zdanie „hosting wykonuje kopie zapasowe” jeszcze niewiele mówi o tym, co wydarzy się wtedy, gdy rzeczywiście będziemy jednej z nich potrzebowali.

Kopia zapasowa przypomina trochę koło zapasowe wożone pod podłogą bagażnika. Przez kilka lat można nawet do niego nie zaglądać. Dopiero stojąc z przebitą oponą na poboczu dowiadujemy się, czy rzeczywiście nadaje się do użycia. Z backupem strony jest podobnie. Nie wystarczy wiedzieć, że gdzieś istnieje. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak długo kopie są przechowywane, co obejmują i czy w razie problemu można z nich sprawnie odtworzyć witrynę.

Znaczenie ma również to, jak często strona się zmienia. Jeżeli jest to prosta strona firmowa, na której nowe informacje pojawiają się raz na kilka tygodni, sytuacja wygląda inaczej niż w sklepie, systemie rezerwacji albo serwisie, do którego codziennie trafiają nowe dane.

Kopia zapasowa nie ma więc wartości tylko dlatego, że gdzieś jest. Ma ją wtedy, kiedy w razie problemu można jej użyć.

Strona może się otwierać i jednocześnie nie działać

To jeden z powodów, dla których brak widocznej awarii nie oznacza jeszcze, że wszystko jest w porządku. Najdroższe problemy ze stroną wcale nie muszą wyglądać jak awaria.

Wyobraź sobie właściciela firmy remontowej. Potencjalny klient znajduje jego stronę w Google, ogląda realizacje, czyta ofertę i wypełnia formularz z prośbą o wycenę. Naciska „Wyślij”, dostaje potwierdzenie i czeka na odpowiedź. Tylko właściciel firmy nigdy tej wiadomości nie otrzymał.

Strona nadal się otwiera. Zdjęcia są na swoim miejscu, oferta wygląda prawidłowo, a właściciel nie ma żadnego powodu, żeby podejrzewać problem. Tymczasem klient po dniu oczekiwania kontaktuje się z inną firmą. Jeżeli taki formularz nie działa od miesiąca, nikt nawet nie wie, ilu potencjalnych klientów w ten sposób zniknęło.

Dlatego sprawdzanie strony nie powinno kończyć się na wpisaniu jej adresu w przeglądarce i stwierdzeniu: „jest, czyli działa”. Dla firmy strona działa wtedy, kiedy działają również rzeczy, dla których została stworzona.

Czy mała strona firmowa naprawdę musi być zabezpieczona?

Często spotykam się z bardzo logicznym pytaniem: kto miałby atakować stronę małej lokalnej firmy? Odpowiedź jest trochę przewrotna. Nikt nie musi interesować się konkretnie tą firmą.

Wiele prób włamań jest zautomatyzowanych. Programy mogą sprawdzać ogromną liczbę witryn i szukać znanych podatności w nieaktualnym oprogramowaniu. Nie zastanawiają się przy tym, czy trafiają na stronę dużej korporacji, lokalnego hydraulika czy gabinetu fizjoterapii. Szukają miejsca, przez które można wejść.

Dlatego bezpieczeństwo nie jest problemem zarezerwowanym dla banków i wielkich sklepów internetowych. Regularne aktualizacje, odpowiednio skonfigurowane zabezpieczenia, kontrola dostępu oraz kopie zapasowe pozwalają ograniczyć ryzyko i, co równie ważne, przygotować się na sytuację, w której coś jednak się wydarzy.

Nie chodzi przy tym o obietnicę, że dobrze utrzymywana strona nigdy się nie zepsuje i nigdy nie zostanie zaatakowana. Takiej gwarancji rozsądnie dać się nie da. Chodzi o zmniejszenie ryzyka oraz możliwość szybkiej reakcji, zanim problem zacznie realnie wpływać na działanie firmy.

Strona może działać doskonale i jednocześnie być nieaktualna

Technika to tylko jedna część utrzymania strony. Drugą jest coś znacznie bardziej widocznego dla klientów, chociaż właściciele firm potrafią zauważyć to dopiero po dłuższym czasie. Chodzi o treść.

Firma żyje. Pojawiają się nowe realizacje, usługi i doświadczenia. Zmieniają się ceny, sposób działania i zakres oferty. Klienci zadają pytania, których nie zadawali trzy lata wcześniej. Właściciel zaczyna dostrzegać rzeczy, o których w chwili tworzenia strony nawet nie pomyślał. Tymczasem strona może przez cały ten czas mówić dokładnie to samo, co w dniu publikacji.

Wtedy zaczyna powstawać szczelina pomiędzy firmą a jej obrazem w internecie. Możesz od dwóch lat wykonywać usługę, której potencjalny klient właśnie potrzebuje, ale jeśli nie ma o niej informacji na stronie, ten człowiek nie ma skąd o tym wiedzieć. Wpisuje pytanie w Google, znajduje firmę, która o tej usłudze napisała i kontaktuje się właśnie z nią.

Twoja strona nie miała żadnej awarii. Technicznie działała bez zarzutu. Po prostu przestała nadążać za firmą.

Co utrzymanie strony ma wspólnego z SEO?

Widoczność w Google również nie kończy się w dniu publikacji strony. Można dobrze przygotować jej strukturę, treści i podstawy techniczne, ale dopiero po pewnym czasie zaczynamy dostawać informacje o tym, jak ludzie rzeczywiście ją znajdują. Widzimy, jakie pytania wpisują w Google, które podstrony pojawiają się w wynikach i gdzie istnieje przestrzeń do dalszego rozwoju.

Czasami oznacza to poprawienie istniejącej treści. Innym razem przygotowanie osobnej podstrony dla usługi, której wcześniej na stronie nie było, napisanie artykułu odpowiadającego na konkretne pytanie klientów albo połączenie powiązanych treści odpowiednimi linkami. Nie chodzi o produkowanie kolejnych tekstów tylko dlatego, że ktoś powiedział, że firma powinna prowadzić bloga. Aktualizacja istniejących treści również może być częścią dalszego rozwoju strony.

Każda nowa treść powinna mieć powód. Powinna odpowiadać na pytanie, rozwiązywać problem, wyjaśniać usługę albo pomagać klientowi podjąć decyzję. Dzięki temu strona z czasem nie tylko rośnie, ale staje się dokładniejszą odpowiedzią na to, czego szukają ludzie.

Strona nie musi być coraz większa. Powinna być coraz bardziej użyteczna.

Czy każda strona potrzebuje stałej opieki?

Nie każda potrzebuje jej w takim samym zakresie. Prosta strona zawierająca kilka podstawowych informacji o firmie będzie wymagała znacznie mniej uwagi niż sklep, system rezerwacji czy witryna będąca jednym z głównych źródeł zapytań od klientów.

Warto więc patrzeć nie tylko na wielkość strony, ale przede wszystkim na jej znaczenie dla firmy. Jeśli przez stronę przychodzą zapytania, klienci znajdują w niej numery telefonów, sprawdzają ofertę, dokonują rezerwacji albo trafiają do firmy z Google, każda dłuższa awaria może mieć konkretną wartość w złotówkach.

Im ważniejszą funkcję strona pełni w firmie, tym mniej rozsądne jest pozostawienie jej samej sobie.

Co się stanie, jeśli przez kilka lat nic nie będę robił ze stroną?

Być może przez długi czas nic. I właśnie to jest w tym najbardziej zdradliwe.

Strona nie ma licznika, który po dwunastu miesiącach bez opieki dojdzie do zera i ją wyłączy. Problemy częściej odkładają się powoli. Najpierw jedna zaległa aktualizacja, później kolejna. Gdzieś zostaje stare zdjęcie, nieaktualna cena albo usługa, której firma już nie świadczy. Pojawia się nowa oferta, ale na stronie nie ma o niej ani słowa. Nikt od dawna nie sprawdzał formularza, bo przecież wcześniej zawsze działał.

Każda z tych rzeczy osobno może wydawać się drobiazgiem. Dopiero po kilku latach właściciel patrzy na swoją stronę i odkrywa, że pokazuje firmę, której właściwie już nie ma. Albo dowiaduje się o problemie od klienta, który jako pierwszy powiedział, że czegoś nie da się zrobić.

Strona przez cały ten czas była w internecie. Tylko coraz mniej odpowiadała temu, czym naprawdę była firma.

Ile kosztuje utrzymanie strony internetowej?

Nie da się uczciwie odpowiedzieć na to pytanie jedną kwotą, ponieważ pod pojęciem „koszt utrzymania strony internetowej” kryje się kilka różnych rzeczy. Dlatego kiedy widzisz informację, że utrzymanie strony kosztuje określoną kwotę rocznie, warto najpierw sprawdzić, co właściwie zostało do niej wliczone.

Pierwsza grupa to koszty konieczne do samego działania strony. Przede wszystkim domena i hosting strony internetowej, a w niektórych przypadkach również płatne licencje na wykorzystywane oprogramowanie. To wydatki, bez których strona nie miałaby swojego adresu albo miejsca, w którym jest przechowywana.

Druga grupa to opieka techniczna. Tutaj mogą znaleźć się aktualizacje, kopie zapasowe, kontrola działania strony, bezpieczeństwo, diagnostyka oraz pomoc w przypadku awarii. Zakres takiej opieki zależy od strony i od tego, jak istotną funkcję pełni ona w firmie.

Trzecia grupa to rozwój. Nowa usługa może wymagać przygotowania podstrony. Nowa realizacja zdjęć i opisu. Zmiana sposobu działania firmy może oznaczać przebudowę części treści. Do tego dochodzi rozwój widoczności w Google, nowe funkcje albo usprawnienia wynikające z tego, jak klienci rzeczywiście korzystają ze strony.

Dlatego hosting, opieka techniczna i rozwój strony nie są tym samym. Hosting daje jej miejsce w internecie. Opieka pomaga utrzymać ją w sprawności. Rozwój sprawia, że strona nadal odpowiada temu, czym jest firma i czego potrzebują jej klienci.

Czy można samemu zajmować się utrzymaniem strony?

Oczywiście, że można. Można nauczyć się WordPressa, aktualizacji, wykonywania kopii zapasowych, podstaw bezpieczeństwa i diagnozowania najczęstszych problemów. W internecie nie brakuje materiałów, które pozwolą zdobyć tę wiedzę.

Tylko właściciel firmy ma jeszcze jeden zasób, o którym łatwo zapomnieć. Czas.

Jeżeli prowadzisz firmę budowlaną, gabinet, warsztat, biuro rachunkowe albo świadczysz usługi transportowe, prawdopodobnie zarabiasz pieniądze dzięki temu, że jesteś dobry właśnie w swojej dziedzinie. Każda godzina spędzona na szukaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego po aktualizacji nie działa formularz, jest godziną, której nie poświęcasz własnym klientom.

Nie oznacza to, że właściciel firmy nie powinien interesować się swoją stroną. Wręcz przeciwnie. Powinien wiedzieć, jaką funkcję pełni, czego od niej oczekuje i czy pomaga realizować cele firmy. Nie musi natomiast znać każdego technicznego szczegółu jej działania.

Kto odpowiada za stronę po jej wykonaniu?

To jedno z pytań, które warto zadać jeszcze przed rozpoczęciem współpracy z osobą wykonującą stronę. Łatwo skupić się na wyglądzie, liczbie podstron, terminie wykonania i cenie, a zupełnie pominąć to, co stanie się dzień po publikacji.

Kto zajmuje się aktualizacjami? Kto ma dostęp do kopii zapasowych? Do kogo zadzwonisz, jeśli formularz przestanie działać? Kto pomoże dodać nową usługę albo zmienić ofertę? Co się stanie, jeśli pewnego ranka zamiast strony zobaczysz komunikat o błędzie? Co obejmuje hosting, a za co odpowiada osoba opiekująca się stroną?

Nie chodzi o to, żeby podpisywać abonament na wszystko, co tylko da się wpisać do umowy. Chodzi o jasność. Właściciel firmy powinien wiedzieć, gdzie kończy się wykonanie strony i co będzie działo się z nią później.

Strona internetowa nie kończy się w dniu publikacji

Przycisk „Opublikuj” wygląda trochę jak meta. Po tygodniach przygotowywania treści, zdjęć, oferty i kolejnych podstron wreszcie można go nacisnąć, zobaczyć gotową witrynę i powiedzieć: mamy to.

Tylko dla samej strony to nie jest meta. To start.

Dopiero od tego momentu zaczną korzystać z niej prawdziwi klienci. Google zacznie zbierać informacje o jej zawartości. Pojawią się pierwsze dane pokazujące, czego ludzie szukają i które treści są dla nich przydatne. W tym samym czasie firma będzie się rozwijała, zmieniała ofertę i zdobywała kolejne doświadczenia.

Dlatego utrzymanie strony internetowej nie polega na ciągłym naprawianiu czegoś, co się psuje. Chodzi o to, żeby za rok, dwa czy pięć lat nadal była stroną firmy, którą prowadzisz wtedy, a nie pamiątką po firmie z dnia, w którym została opublikowana.

Bo dobra strona internetowa nie ma po prostu działać. Ma nadal pracować dla Twojej firmy.

Jeżeli nie chcesz sam pilnować aktualizacji, kopii zapasowych, bezpieczeństwa i sprawdzania, czy wszystko nadal działa tak, jak powinno, zobacz, co obejmuje moja opieka nad stroną internetową. To właśnie po to jest ta usługa.

Marcin Zykubek
Marcin Zykubek

Od 2002 roku zajmuję się stronami internetowymi i informatyką, a od 2006 prowadzę własną firmę w Łukowie. Projektuję i buduję strony, między innymi na WordPressie, piszę teksty, robię zdjęcia firmowe i dbam o komputery w małych firmach. Na blogu piszę o tym, co widzę w codziennej pracy z klientami.

Artykuły: 31